Nowi w Rakowie: Maciej Szramowiat

Rozpoczynamy cykl prezentacji zawodników, którzy w ostatnich tygodniach zasilili klub z Limanowskiego. Na początek sylwetka Macieja Szramowiata, 25-letniego wychowanka Sanovii Lesko, który trzy lata temu był bardzo bliski występów w drużynie… Mistrza Polski.
Rozpoczynamy cykl prezentacji zawodników, którzy w ostatnich tygodniach zasilili klub z Limanowskiego. Na początek sylwetka Macieja Szramowiata, 25-letniego wychowanka Sanovii Lesko, który trzy lata temu był bardzo bliski występów w drużynie… Mistrza Polski. Nowy bramkarz Rakowa pochodzi z małej miejscowości, położonej niedaleko polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Medyce. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Sanovii Lesko. – Dość szybko wyprowadziłem się od rodziców. W wieku 15 lat zdecydowałem, że warto spróbować swoich sił w krakowskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego – wspomina. Po przeprowadzce do stolicy Małopolski przez trzy lata uczył się, a jednocześnie trenował pod okiem Wojciecha Stawowego, byłego trenera Cracovii i Arki Gdynia. Prawdziwa piłkarska kariera rozpoczęła się jednak od oferty z Przemyśla. Szramowiat barw tamtejszej Polonii bronił przez prawie cztery lata, będąc praktycznie zawsze podstawowym bramkarzem pierwszej drużyny. – Początkowo myślałem, że będzie to dla mnie tylko opcja tymczasowa. Stało się inaczej, ale nie żałuję – zaznacza. Niewiele jednak brakowało, a Przemyśl faktycznie byłby dla Szramowiata jedynie przystankiem przed skokiem na kluby z dużo wyższej półki. Dwa lata temu obecny bramkarz Rakowa dostał zaproszenie na testy do Groclinu Grodzisk Wielkopolski. – Nie będę ukrywał, ten sprawdzian poszedł słabo. Czułem jednak, że warto próbować dalej. Zacisnąłem zęby i pojawiła się kolejna ciekawa opcja – mówi. Tą ciekawą opcją był świeżo upieczony Mistrz Polski, Zagłębie Lubin. – Pojechałem na testy i przez niemal tydzień regularnie trenowałem z pierwszą drużyną pod okiem Franciszka Smudy. Jak na to patrzę z perspektywy czasu, wydaje mi się, że naprawdę miałem szansę na podpisanie kontraktu. Czemu tak się nie stało? Głupio mówić. Byłem młody, ktoś mało ważny mi wjechał na ambicję, a ja się bezsensownie uniosłem honorem i do transferu nie doszło. Cóż, pozostaje dalej walczyć i robić postępy. Być może pojawi się jeszcze szansa na grę w ekstraklasie. Póki co kontrakt z Rakowem podpisał do końca czerwca, jednak jeśli wszystko będzie się dobrze układać, być może zostanie na Limanowskiego dłużej. – Za kilka dni dołączy do mnie rodzina i znów zamieszkamy wspólnie, tym razem w Częstochowie – cieszy się bramkarz „czerwono-niebieskich”